niedziela, 10 lutego 2013

wpis pierwszy

o kredkowym balu, zwierzakach - cudakach i o tym, że każdy może być, kim chce! :)



Karnawałowe szaleństwo trwa, sowaliska w wirze przyjemności i obowiązków, witamy na naszym blogu!
Oto pierwszy wpis:

Czas karnawału to dla nas dużo radochy, ale też okres wytężonej pracy. Bale, bale, bale..! I super :)
Zupełnie wyjątkowo było wczoraj w zaprzyjaźnionej klubokawiarni i księgarni Kredka przy słynnym placu Zbawiciela. Zorganizowany tam bal jest naszym osobistym hitem sezonu (chociaż czekamy jeszcze na imprezkę w Chwili Moment - może tam przebijemy wszystko? :)
Bal został przeprowadzony w konwencji "zwierzaki - cudaki" i składał się z dwóch części. Przez pierwsze pół godziny goście samodzielnie (czyt. z pomocą dzielnej Gabrysi i części Rodziców ;) stworzyli akcesoria do swojego przebrania i mogli skorzystać z malowania buziek. Przez kolejną godzinę dzieciaki brały udział w animacji pełnej zabaw ruchowych i muzycznych.

Frekwencja, przepozytywna atmosfera, piękne dzieła dzieci - jesteśmy pod wrażeniem, pełne satysfakcji i na pewno naładowałyśmy baterie! Nie to jest jednak najważniejsze. Pozwolimy sobie na prywatną refleksję. Refleksję na wielki plus.

Przede wszystkim dzieci, dzięki luźnej konwencji, przyszły przebrane naprawdę, za tego, za kogo chciały. Widać było, że świetnie czują się w swoich kostiumach, spełniły na chwilę swoje małe marzenie o byciu "kimś innym". 
Świetnie!
W takim razie posłuchajcie i zobaczcie, kim chcą być Wasze dzieci:
Ninka była krokodylem (mama zrobiła jej przepiękny ogon i spódniczkę, brawo! :), na balu stworzyła z Gabrysią skrzydełka w kolorowe muffiny i wybrała do tego królicze uszy od sowaliski.
Helenka miała przebranie motyla (w domu razem z mamą pomalowała swoje skrzydła), uszy kota, sowaliskową opaskę z różowymi, długimi uszkami, sama zrobiła kocią maskę, a buzię pomalowała na niebieskiego słonia.
Był też kowboj z namalowałam zieloną, piracką opaską na oko (najpiękniej na świecie się śmiał! :)
Był fioletowo - różowy chomik (nawet nie wiecie jak ciężko to namalować! :)
Niesamowitym wyrozumieniem dla Juleczki malującej buzie wykazała się jedna z dziewczynek, która chciała zostać zielonym bocianem. Miała po prostu zieloną buzię i czerwony dziób ciągnący się od ust przez cały policzek. Chciała mieć na tym domalowane różowe piórka. Na, jeszcze mokrej, zielonej farbie różowy wyglądał... bardzo kiepsko ;). Do tego kształt piór przypominał kształt małych listków. Po namalowaniu paru trzeba było podjąć szybką interwencję - "Jeśli namaluję Ci więcej tych piórek będziesz wyglądała jak drzewo. Malować dalej?" "Nie, chcę już zostać bocianem".

Czy to Rodzice "złośliwie" dla animatora malującego buzie podsyłają dzieciom takie pomysły?
Nie.

To dziecięca wyobraźnia projektuje takie zwierzaki - cudaki! :)











P.S. Dziękujemy Kredce, Magicznemu Ujęciu, spokostudio i stoodio 33 :*

1 komentarz:

  1. Witamy z całusem w blogosferze i życzy samych super czytelników!
    Super, że jesteście :)

    OdpowiedzUsuń